Rozdział 15.
---Naruto---
Obudziło mnie szturchanie w bok. Gdy otworzyłem oczy
zobaczyłem twarz Rei. Jak zobaczyła, że mam otwarte oczy wstała i zaczęła się
rozciągać. Spojrzałem w stronę wschodu, słońce jeszcze nie wstało w pełni.
Wstałem powoli, ziewając.
-Masz jakiś plan? – spytała Rei.
-Tak. Teleportujemy się pod bramę, rozwalimy ją i wpadniemy
do środka.
-Też mi plan – burknęła cicho.
-Jak ci się nie podoba, to na razie – powiedziałem i
zniknąłem w słupie ognia.
Pojawiłem się kilkanaście metrów od bramy do wilii Gato.
Przed nią stało 10 osób, na czele z tym grubasem z baru.
-No to zaczynamy – powiedziałem cicho di siebie, podpalając
dłoń.
-Przygotować się! – krzyknął, gdy mnie tylko zobaczył.
-Katon: Ognista Pięść!
Wyważyłem bramę, ciałem Tazuro, powalając przy tym innych.
Od razu zaczął wyć alarm, a na dachu pojawili się jego bandyci. Gdy miałem
ruszyć biegiem, cały dach zaczął płonąć. Ich krzyki milkły z każdą sekundą, w
której wpatrywałem się w ogień. Zacząłem biec w kierunku drzwi.
-„Coś za łatwo idzie” – pomyślałem, wyważając drzwi.
Gdy tylko wpadłem do środka, zobaczyłem porozklejane
wszędzie wybuchowe notki, które zaczęły się świecić.
-Cholera – mruknąłem do siebie, przed eksplozją.
----Narracja trzecio osobowa-----
Nastąpiła wielka eksplozja, którą idealnie było widać z
powstającego kawałek drogi od wioski, mostu. Gdy wszystko ucichło, po wilii
zostały tylko kupki gruzu, z których wystawały jakieś części ciała. W kilka
miejscach było widać jeszcze ogień.
Nagle z ziemi otworzyła się jakaś klapa. Po chwili wyszedł z
niej niski, łysawy mężczyzna w garniturze. Po nim zaczęli wychodzić inni faceci
uzbrojeni po zęby.
-I co dzieciaku! – krzyknął Gato, śmiejąc się.
Jego ludzie zawtórowali cichym śmiechem, ale gdy kawałki
ścian budynku wyleciały w powietrze wszyscy ucichli. Kawałki cegieł wylądowały
w różnych miejscach, po całej posiadłości. W miejscu, gdzie leżały kilka sekund
temu, był wir ognia. Miał wysokość około 3 metrów i strasznie szybko wirował,
podrywając kurz i kawałki gruzu w powietrze. W pewnym momencie rozprysnął się,
znikając. W jego miejscu stał Naruto. Wyglądał jakby nic się nie wydarzyło.
-Wychodzisz z wprawy – wszyscy odwrócili się w stronę
damskiego głosu.
Rei siedziała na obalonym słupie i piła sok z kartonika. Gdy
Gato i jego ludzie zastanawiali się kto to jest, Naruto był ciekawy skąd wzięła
sok.
-Zaskoczyli mnie – odparł blondyn.
-Zaskoczenie kluczem zwycięstwa.
-Skoro tak mówisz – stwierdził znikając wszystkim z oczu.
Gato odwrócił się wystraszony w stronę jęków. Jego ludzie
padali n ziemię jęcząc z bólu, a Naruto biegał od jednego do drugiego pokonując
ich samym Taijutsu.
-Doton: Trumna!
Naruto przeczuwając zagrożenie, podskoczył w górę. Zaledwie
sekundę później w miejscu gdzie stał pojawiły się dwie półkule, które się
połączyły i stworzyły małą kopułę, z której raczej trudno się wydostać. Blondyn
wylądował na niej i zaczął szukać tego, kto ją stworzył. Gdy odnalazł spalił go
za pomocą Ognistej Kuli, przy okazji pozbywając się kilku innych.
-Suiton: Wodny Smok!
-Raiton: Porażenie!
Jutsu połączyły się dając śmiercionośne jutsu. Wodny smok z
wyładowaniami elektrycznymi leciał prosto w niebieskookiego chłopaka. Naruto
odskoczył do tyłu, robiąc salto. Gdy tylko wylądował złożył kilka pieczęci.
-Katon: Ognisty Smok! – krzyknął wydmuchując dużą ilość
ognia, który uformował się w paszczę smoka.
W wyniku zderzenia dwóch jutsu powstało dużo pary. Z obłoku
nie wyleciał żaden smok, co znaczyło, że obie techniki się zniwelowały. W gdy
para zniknęła naprzeciw Naruto, stało dwóch identycznych facetów. Mieli siwe
włosy, który wstawały z fioletowych czapek. Na torsie nie mieli żadnego
ubrania, a na ich klatkach piersiowych były tatuaże w kształcie smoka. Obaj
mieli katany w rękach.
Opryszki Gato ruszyli do ataku. Naruto wyciągnął swój miecz
i sparował cios jednego. Drugi w tym
czasie wyskoczył w powietrze, aby zaatakować z góry, ale blondyn odskoczył do
tyłu. Niebieskooki głównie parował ataki swoich wrogów, którzy atakowali ze
wszystkich możliwych stron, a mimo to nie mogli zranić Naruto.
-Kim… kim on jest? – spytał w końcu jeden z nich ledwo
łapiąc oddech.
-To jakiś potwór – odparł drugi.
Ich temat rozmowy w tym czasie stał wyprostowany i czekał na
ich ruch. Nie miał żadnej rany, ani nawet zadyszki. Gdy oni nie ruszali się,
aby zaatakować, Naruto przeszedł do ofensywy.
Podbiegł do pierwszego i zamachnął się, by ściąć mu głowę,
ale zamiast głowy na ziemię spadło mnóstwo iskier.
-----Naruto----
Gdy zablokował moje uderzenie, zrobiłem szybki obrót i
zaatakowałem z dołu po skosie, co skończyło się jego śmiercią. Rana
przechodziła przez brzuch, klatkę piersiową,
kończąc na prawym barku. Jego katana upadła na ziemię, a on na kolana,
jednak po sekundzie i on padł twarzą na ziemi.
Zacząłem szukać jego bliźniaka. Stał przerażony kilka metrów
ode mnie. Pokryłem siebie ogniem, co
jeszcze bardziej go przeraziło.
-Katon: Smoczy Pazur.
Na moich palcach pojawiły się ogniste pazury, wyglądające
jak u smoka. Nie minęła sekunda, a ja stałem za nim. Na jego ciele było dużo
ran oraz poparzeń. Jego twarz wyrażała szok. Złapał jeszcze jedne wdech i padł
na ziemie martwy.
-To by było na tyle – powiedziałem odwracając się do idącej
w moją stronę Rei.
Trzymała za ubrania nieprzytomnego lub martwego Gato.
Podeszła do mnie i rzuciła jego ciało na ziemię.
-Co teraz? – spytała zakładając ręce na biodro.
-Musze wysłać list do Lorda, a te ciała spalić.
-No to ty pisz list, a ja je spale.
Skinąłem jej głową i ruszyłem do jedynego drzewa, które było
nie naruszone. Usiadłem w jego cieniu i wyciągnąłem z plecaka mały zwój i
przybory do pisania. Zacząłem pisać krótki raport dotyczący wilii Gato, jego
ludzi i jego samego. Gdy skończyłem Rei
do podeszła.
-Już – powiedziałem zwijając pędzel i atrament.
-Jak go wyślesz?
-Klonem, będę miał pewność, że zostanie dostarczony. Ale
najpierw wróćmy do hotelu, po nasze rzeczy.
-Już opuszczamy tą wioskę? – spytała nie ukrywając
zdziwienia. – Myślałam, że będziesz chciał jeszcze spotkać się z siostrą.
-Nie będzie lepiej, jak się nie spotkamy.
-Czemu?
-Będzie bezpieczniejsza.
-Wyciszasz sumienie. Może i jestem na zewnątrz, ale czuję
jak wyciszasz sumienie. Chcesz się z nią spotkać, ale…
-Dość! Tak masz rację, chcę się z nią spotkać, bo ją jako
jedyną kocham z rodziny! Większość czasu myślę, jak mogę jej pomóc, aby nie
stała się jej krzywda! – zacząłem się na nią wydzierać bez powodu.
-Przepraszam, że pytała, nie musiałeś od razu wrzeszczeć.
Zapanowała cisza, a ja spuściłem głowę w dół.
-Przepraszam. Po prostu targają mną emocje – powiedziałem
cicho. – Tyle lat się ukrywałem i sam nie wiem po co. Codziennie sobie zadaje
pytanie po co to robię.
-Jako jedyny możesz pokonać…
-Dragora. Wiem to. A jak mi się nie uda?
-Nie mów tak! Wtedy nikt nie będzie wstanie go pokonać. To
normalne, że targają tobą silne emocje. Było tak ze wszystkimi, którzy byli
przed tobą.
-Może już chodźmy – powiedziałem, patrząc na ruiny willi.
Pod brama zaczęli się gromadzić mieszkańcy. Niezauważeni
przeskoczyliśmy nad murem, po czym udaliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś hotelu.
Po drodze nie zwracaliśmy uwagi, na różne krzyki ludzi i unoszący się dym z
domu Gato.
-Gdzie się teraz udamy?
-Do małej wioski na szlaku handlowym Suna – Konoha, w Kraju
Ognia.
-Po co, aż tam? Myślałam, że ruszymy do Uzushio?
-Do Uzushio ruszymy jak opanuję trochę fuinjutsu z tego
zwoju. A w tej wiosce jest pobór do straży Lorda Feudalnego Kraju Ognia.
-Straży? Chcesz do nich dołączyć?
-To jedyny sposób, aby dotrzeć do Lorda. Daimyo Kraju Ognia,
można nazwać najmniej ufnym Lordem.
-Pamiętasz, że niedługo ruszamy do Konohy? – spytała, gdy
wchodziliśmy do hotelu. – Zapomniałeś? – dopytała, gdy długo nie odpowiadałem.
– Obiecałeś, że udamy się tam na Egzamin na Chunina. Chciałbym w końcu zobaczyć
jak on wygląda.
-Pamiętam.
-Taa. Akurat.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
-Poprosimy pokój z dwoma łóżkami.
-Pierwsze piętro, drugie drzwi po lewej.
Odebrałem kluczyk i zapłaciłem z góry za jeden dzień. Od
razu zabrałem się za studiowanie fuinjutsu, a Rei gdzieś poszła.
Rano musiałem jeszcze dokończyć to co robiłem wczoraj, więc
wyruszyliśmy dopiero po obiedzie. Rei od razu wróciła do mojego ciała, więc
zostałem sam. Po drodze zaszedłem
jeszcze do posiadłości Gato, aby sprawdzić co się tam dzieje. O dziwo na bramie
była rozwinięta jakaś taśma, z napisami „Zakaz Wejścia.”
-„Ciekawe kto ją powiesił?” – pomyślałem i odwróciłem się z
powrotem.
Wskoczyłem na budynki i zacząłem biec w kierunku mostu,
który miał być dzisiaj otworzony w południe i miał łączyć tą wioskę z Krajem
Ognia. Dotarcie do niego zajęło mi dosłownie kilka minut.
-Ale mgła – powiedziałem do siebie. – Nie podoba mi się to.
Poprawiłem swój kaptur i sprawdziłem czy mam swoje
uzbrojenie. Zacząłem powoli iść, nasłuchując okolicę. Co jakiś czas czułem na
twarzy zimne powiewy, co mi się nie podobało. W końcu zacząłem słyszeć brzdęk
uderzania metalu o metal, a w oddali zacząłem dostrzegać jakąś dziwną kopułę
stworzoną z prostokątów.
Nagle wystrzeliła z niej pomarańczowa chakra, która zaczęła
coś tworzyć w powietrzu. Nagła fala powietrza, odepchnęła mnie do tyłu,
dodatkowo sypiąc mi piasek w oczy. Gdy się ogarnąłem do moich uszu dotarł
przeraźliwy ryk. Otworzyłem oczy szeroko i zobaczyłem paszczę lisa stworzoną z
tej chakry.
-Kyu…Kyubi? – spytałem sam siebie, gdy chakra zaczęła się
rozpływać.
Mimo zniknięcia paszczy, czułem to żądzę krwi, którą sam
często wykorzystuje to przerażenia przeciwnika. Ruszyłem biegiem, ale gdy
zrobiłem kilka kroków, nadeszła kolejna fala powietrza, a z nią kawałki lodu.
-Nie uniknę ich. Katon: Ognisty kopuła.
Wokół mnie pojawił się wirujący ogień, który przybrał formę
kopuły. Ani fala powietrza, ani kawałki lodu nie zniszczą jej, więc byłem
bezpieczny. Po chwili anulowałem technikę i ruszyłem biegiem.
W miejscu, gdzie była
kopuła, leżał czarnowłosy chłopak. Był strasznie blady i poraniony od senbonów.
Na jego niebieskim podkoszulku był czerwono, biały wachlarz, znak klanu z
Konohy.
-Uchiha – powiedziałem do siebie. – Suzuko – prawie
krzyknąłem patrząc w dal.
Zostawiłem z nim klona, który miał się nim zająć, a sam
ruszyłem biegiem na druga stronę mostu Na moje szczęście mgła zaczęła się
przerzedzać. W biegu sięgnąłem po kunaia i rzuciłem się przed siostrę, blokując
wielki miecz jakiegoś gościa.
W jego oczach pojawił się szok, a ja szybko się rozejrzałem.
Ktoś leżał martwy na moście, a wokół niego była duża kałuża krwi. Na twarzy
miał półmaski Anbu i brudne zielone kimono. Przy barierce był Kakashi, widać
było, ze ledwo stoi i nie zdążyłby, aby zablokować atak. Trzymał się za lewy
bok, całe jego ubranie było we krwi. Moja siostra była bardziej wystraszona co ranna,
co był dziwne, ze względu na jej ubranie, które było brudne od krwi, oraz miało
liczne rozdarcia.
-Kim jesteś? – warknął facet, z zabandażowaną gębą.
-Może sam się przedstawisz? – odparłem warknięciem
odpychając go, w ostatniej chwili nim mój kunai został przecięty na pół.
-Zabuza… Momochi.
-Słynny najemnik. Tak
się składa, że też nim jestem.
-Chyba nie słynnym, bo nie kojarzę cię. Spadaj stąd.
-Lepiej sam to zrób. Jeszcze nikt nie przeżył walki ze mną.
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Nie ma powodu, dla
którego miałbyś się wstawiać za tą dziewuchą.
-Ojca nienawidzę, ale za siostrę zabiję! – krzyknąłem
wyciągając miecz.
Wiatr zdmuchnął mi kaptur z głowy, a płaszcz mocno
falował.
-Ej Suzuko – powiedziałem łagodnie. – Odejdź stąd.
Była w kompletnym szoku. Wyglądała jakby o wszystkim
zapomniała. Nie pasowało mi to za bardzo, bo mogła zostać zraniona. Spojrzałem
na Kakashiego, jego stan był ciężki. Jeszcze trochę i pewnie zemdleje.
-„Musimy walczyć gdzieś indziej.”
-Gato nie wspominał o innym najemniku, ale jeden trup więcej
nie robi mu różnicy.
-Masz rację, jemu to żadnej różnicy nie zrobi, tak jak mi,
tyle, ze ja żyję, a on nie.
Przez chwilę jego oczy się rozszerzyły.
-W końcu ktoś odważył się podjąć zlecenia, zlikwidowania go.
-To jak walczymy, czy dasz sobie spokój.
-Nigdy nie uciekam przed walką.
Nagle znalazł się nade mną i atakował z góry swoim tasakiem.
Szybkim ruchem zablokowałem jego atak, a w moście powstało wgniecenie od jego
siły. Przechyliłem swój miecz, aby jego broń zsunęła się na ziemię, po czym
zrobiłem szybki obrót i kopnąłem go w brzuch.
Przeleciał kilka metrów, zrobił salto w powietrzu i
wylądował gładko na moście. Ruszyłem na niego. Gdy byłem blisko schyliłem się
przed poziomym cięciem, a sam wykonałem pchnięcie . W ostatniej chwili
odskoczył do tyłu.
-„Nie będzie łatwo” – pomyślałem i znowu zaatakowałem.
mam nadzieję ze po walce suzuko dowie się ze ma brata, czekam na next i weny życzę
OdpowiedzUsuńRozjebał mnie twój nick xDDDDD
UsuńUchodźca... takie czasowe :DDD
UsuńCzemu ty to robisz!? Dlaczego w takim momencie? Serca nie masz!? A tak na poważnie, rozdział zdecydowanie za krótki, ale zarąbisty:D Szczególnie ten moment "Ojca nienawidzę, ale za siostrę zabiję!" Życzę weny i czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuńJak ja Cię nienawidzę za kończenie w takich momentach XD
OdpowiedzUsuńNotka jak zwykle superowa. Ciekawe co Naruto zrobi po walce. Nie dość że Jiraya wie to teraz jeszcze Suzuko i Kakashi. Zaraz jeszcze Minato się pewnie dowie. Nie mogę się doczekać kolejnej.
Pozdrawiam i życzę weny
No i Suzukaśka dowiedziała się że ma brata.. ok.
OdpowiedzUsuńMartwi mnie, a nie w sumie to nic już nie mówię.
Czekam na kolejny rozdział.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńO Boożee.., kiedy nastąpi moment walki Naruciaka z Minako..!!?? Czekam na to od dłuższego czasu. Rozdział przeczytałam już wcześniej a komentuję teraz, gdyż musiałam napisać pracę na zaliczenie na uczelni. W końcu sesja..., zmora wszystkich studentów a zwłaszcza moja :P No dobrze, a teraz mam takie pytanie. Czy zna ktoś może jakieś blogi, oczywiście kontynuowane, o Fairy Tail?
OdpowiedzUsuńJa tak czytam.... dochodzę do 15 rozdziału i myślę, to się doczekam w końcu tego klęczenia na kolanach przez Minato czy nie ?
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńNaruto udałos się zabić Gato, och Sasuke walczy z Zabuzą, kto jest nosicielem Kyuubiego? ciekawe czy Kakashi i Suzuko słyszeli to zdanie...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia